Pierwsza wersja tego tekstu kończyła się najbezpieczniejszym zdaniem, jakie można napisać: sukces zależy od obu czynników.
To prawda i jednocześnie zupełnie bezużyteczna odpowiedź. Nic z niej nie wynika, nic nie zmienia i nikomu nie pomaga w poniedziałek rano.
Dlatego powiem coś mniej wygodnego. Szczęście ma w tym większy udział, niż przyznaje branża szkoleniowa, ponieważ opowiadają o nim wyłącznie te kobiety, którym się przydarzyło. Reszty nie słyszymy, bo nie zapraszają jej na konferencje.
Jest jednak druga część tego zdania, ważniejsza. Szczęście nie jest losowe w sposób, w jaki myślisz. Przychodzi w konkretnej formie, do konkretnych osób i zastaje je w konkretnym stanie gotowości. To wszystko możesz zmienić.
W skrócie
- Sukces marki osobistej to praca pomnożona przez szczęście, a nie suma obu, więc zero po jednej stronie zeruje całość.
- Szczęście przychodzi jako zaproszenie, nie jako nagroda. Ktoś pyta, poleca albo proponuje.
- Więcej pracy nie zwiększa szczęścia. Zwiększa je widoczność i liczba osób, które potrafią opisać, czym się zajmujesz.
- Pięć rzeczy musi być gotowych, zanim zaproszenie przyjdzie, bo drugi raz zwykle nie puka.
Dlaczego opowieści o pracy są zawsze przekrzywione
Zacznijmy od tego, czego nie widać.
Słuchasz kobiety, która opowiada ze sceny, że zbudowała markę ciężką pracą i konsekwencją. Prawdopodobnie mówi prawdę. Problem polega na tym, że w tej samej branży setka innych kobiet pracowała równie ciężko i nie stoi na żadnej scenie, więc nikt ich nie pyta o metodę.
Zjawisko ma nazwę: błąd przeżywalności. Wnioski wyciągamy wyłącznie z przypadków, które się udały, a to statystycznie najgorsza możliwa próbka.
Skutek widzę u swoich klientek regularnie. Kobieta robi wszystko zgodnie z poradnikiem, nie dostaje wyniku i uznaje, że coś jest z nią nie tak. Tymczasem czasem po prostu zabrakło tego jednego telefonu, który u kogoś innego zadzwonił.
Nazywam to wprost, bo poczucie winy za cudze szczęście jest najbardziej wyczerpującą emocją w biznesie. Nie dlatego, że zniechęca, tylko dlatego, że każe pracować więcej tam, gdzie problem leży zupełnie gdzie indziej.
Praca razy szczęście, nie praca plus szczęście
Tu leży cała różnica między moją odpowiedzią a tą z poprzedniej wersji.
Gdyby to była suma, brak jednego składnika dałoby wynik mniejszy, ale dodatni. W praktyce działa to jak mnożenie, więc zero po którejkolwiek stronie zeruje wszystko.
Kobieta bez pracy i bez oferty, której przydarzy się wielkie zaproszenie, nie zamieni go na nic. Kobieta z gotowym warsztatem, do której nikt nigdy nie zadzwoni, też nie zamieni go na nic.
Dlatego pytanie „co ważniejsze” jest źle postawione. Sensowne pytanie brzmi: który z tych czynników mogę dziś zwiększyć.
Odpowiedź bywa zaskakująca, bo najczęściej łatwiej zwiększyć ten drugi.
Jak naprawdę wygląda szczęście w marce osobistej
Szczęście rzadko przychodzi jako nagroda za wysiłek. Prawie zawsze przychodzi jako zaproszenie.
Ktoś poleca Cię koleżance. Dziennikarka szuka rozmówczyni na jutro. Organizatorka konferencji dostaje odwołanie i potrzebuje kogoś na to miejsce. Klientka trafia na Twój post w tygodniu, w którym akurat szukała takiej osoby jak Ty.
Zwróć uwagę, że w każdym z tych zdań decyzję podejmuje ktoś inny. To bardzo praktyczna obserwacja, ponieważ wynika z niej, gdzie leży dźwignia.
Żeby ktoś Cię polecił, musi umieć powiedzieć jednym zdaniem, czym się zajmujesz. Jeśli Twoje otoczenie nie potrafi tego zrobić, nie poleci Cię nawet wtedy, gdy Cię lubi. Nie z braku życzliwości, tylko z braku słów.
To zresztą najtańsza rzecz do naprawienia w całym tym artykule.
Więcej pracy nie zwiększa szczęścia
Powiem wprost, bo to sprzeczne z tym, co powtarza połowa branży.
Kobieta, która pisze pięć postów tygodniowo, do nikogo się nie odzywa i z nikim nie rozmawia, ma mniejszą szansę na zaproszenie niż kobieta publikująca raz w tygodniu, która w tym samym czasie była na dwóch spotkaniach branżowych i odpisała dwudziestu osobom.
Pracowitość zwiększa jakość. Widoczność zwiększa liczbę okazji. To dwie różne dźwignie, a większość z nas ciągnie wyłącznie za pierwszą, bo jest bezpieczniejsza i można ją wykonywać samotnie.
Policz to u siebie za ostatni miesiąc. Ile osób nowych dowiedziało się o tym, czym się zajmujesz? Nie ile postów napisałaś, tylko ile nowych ludzi. Jeśli odpowiedź brzmi „niewiele”, masz wynik.
Pięć rzeczy, które muszą być gotowe, zanim przyjdzie szczęście
Zaproszenia mają nieprzyjemną cechę: przychodzą z krótkim terminem. Dziennikarka potrzebuje odpowiedzi w dwie godziny, a nie za tydzień.
Dlatego te pięć rzeczy trzymaj gotowe na stałe.
- Jedno zdanie o sobie, którym ktoś inny opisze Cię komuś trzeciemu. Nie opis stanowiska, tylko zdanie, które da się powtórzyć.
- Miejsce, do którego można odesłać. Własna strona, nie profil w mediach społecznościowych, o czym pisałam w tekście o tym, dlaczego media społecznościowe nie zastąpią Twojej strony.
- Oferta, którą można kupić dzisiaj. Nie „w przygotowaniu”, nie „napisz do mnie, ustalimy”. Jeśli tego nie masz, przeczytaj tekst o marce, która zarabia.
- Zdjęcie i krótkie bio w jednym folderze, gotowe do wysłania w pięć minut.
- Przećwiczone „tak”. Brzmi dziwnie, a jest najważniejsze, bo pierwsza reakcja na duże zaproszenie prawie zawsze brzmi „jeszcze nie teraz”.
Punkt piąty odpowiada za więcej straconych okazji niż cztery pozostałe razem. Widziałam to zbyt wiele razy, żeby uznać za przypadek.
Szczęście rzadko wygląda na szczęście
Najlepszy znany mi przykład z ostatniego roku pochodzi ze sportu.
Maja Chwalińska przyjechała na Roland Garros ze 114. miejsca w rankingu, bez sponsora i bez rezerwacji hotelu na cały turniej. Dostała swoją serię zwycięstw, czyli zbieg okoliczności, jakich w tenisie zdarza się kilka na sezon.
Zamieniła go jednak na coś trwałego, ponieważ była gotowa. Miała historię, o której potrafiła opowiedzieć, i jedno zdanie, które obiegło internet. Opisałam całą tę mechanikę przy okazji jej marki osobistej.
Sto innych zawodniczek dostało w tym roku podobne okazje w mniejszej skali. Większość zamieniła je wyłącznie na wynik sportowy, który zniknął razem z następną porażką.
Szczęście dało jej turniej. Gotowość dała jej markę.
Czego ten artykuł nie mówi
Jedno zastrzeżenie, bez którego byłabym nieuczciwa.
Warunki startowe są różne i nie zależą od charakteru. Kobieta z rocznym zapasem finansowym może próbować wielokrotnie. Kobieta, która utrzymuje dom i opiekuje się rodzicem, ma na próby znacznie mniej miejsca, a jej cztery próby wcale nie świadczą o mniejszej determinacji niż czyjeś czterdzieści.
To nie jest powód, żeby nie działać. To powód, żeby inaczej planować: mniejszymi krokami, z dłuższym horyzontem i bez porównywania swojego tempa z tempem kogoś, kto gra na innych zasadach.
Najgorsze, co możesz zrobić, to przyjąć cudzą skalę i uznać własną powolność za wadę.
Wróćmy do tego pytania
Czy sukces marki osobistej zależy od pracy, czy od szczęścia?
Od obu, tylko nie po równo i nie w sposób, w jaki się o tym mówi. Praca buduje to, co masz do zaoferowania, kiedy przyjdzie okazja. Szczęście decyduje o tym, kiedy ta okazja przyjdzie. Pracujesz nie po to, żeby zasłużyć na szczęście, tylko po to, żeby mieć czym je złapać.
Dlatego dziś zrób jedną rzecz: przejrzyj listę pięciu punktów powyżej i sprawdź, które z nich naprawdę masz gotowe. Nie „prawie gotowe”, tylko gotowe do wysłania w pięć minut.
Jeśli okaże się, że brakuje kilku, a układanie tego samodzielnie za każdym razem kończy się na dobrych chęciach, zapraszam Cię do Klubu. Pakiet Trzy Filary Marki Wartej Miliony to trzy miesiące pracy nad tym, kim jesteś w komunikacji, jak brzmisz i co właściwie sprzedajesz, za 297 zł. Trzy miesiące, bo tyle zajmuje doprowadzenie tych pięciu rzeczy do stanu, w którym po prostu są.
Bo szczęście przyjdzie do Ciebie prędzej czy później. Pytanie brzmi, czy zastanie Cię gotową.

Najczęstsze pytania
Czy sukces marki osobistej zależy od szczęścia?
Tak, w większym stopniu, niż przyznaje większość poradników, ponieważ o metodach opowiadają wyłącznie osoby, którym się powiodło. Szczęście nie działa jednak losowo: przychodzi jako zaproszenie od konkretnej osoby i trafia na określony stan przygotowania. Pracą zwiększasz to, co masz do zaoferowania, a widocznością liczbę okazji.
Jak zwiększyć swoje szanse w budowaniu marki?
Zwiększ liczbę osób, które w danym miesiącu dowiedziały się, czym się zajmujesz, ponieważ to ta liczba, a nie liczba opublikowanych postów, decyduje o liczbie zaproszeń. Zadbaj też o jedno proste zdanie o sobie, które inni potrafią powtórzyć. Polecenie zawsze idzie przez cudze usta.
Dlaczego ciężka praca nie wystarcza do sukcesu?
Ponieważ praca i widoczność to dwie różne dźwignie. Pracowitość podnosi jakość tego, co oferujesz, natomiast liczbę okazji podnosi wyłącznie to, ilu ludzi o Tobie wie. Kobieta pracująca samotnie i bardzo intensywnie bywa mniej rozpoznawalna niż ta, która publikuje rzadziej, a regularnie rozmawia z ludźmi.
Co zrobić, żeby nie przegapić okazji?
Trzymaj gotowe pięć rzeczy: jedno zdanie o sobie, własną stronę, ofertę możliwą do kupienia od razu, aktualne zdjęcie z krótkim bio oraz przećwiczoną decyzję o przyjęciu zaproszenia. Okazje mają krótkie terminy, dlatego przygotowanie musi być wcześniejsze niż sama okazja.
Czy porównywanie się z innymi markami ma sens?
Ma sens wyłącznie przy podobnych warunkach startowych, a te rzadko bywają podobne. Zaplecze finansowe, zdrowie, obowiązki opiekuńcze i sieć kontaktów decydują o tym, ile prób w ogóle można podjąć. Lepiej porównywać się z własnym stanem sprzed pół roku niż z kimś, kto gra na zupełnie innych zasadach.







