Pięć lat z niedokończoną książką. Co robi z Tobą projekt, o którym mówisz, ale go nie robisz
Otworzyłam plik, którego nie otwierałam od czterech lat.
Arkusz z odpowiedziami z ankiety, którą wysłałam w grudniu 2021 roku. Pytałam wtedy kobiety z marketingu sieciowego, o czym chciałyby przeczytać w książce dla liderek. Odpowiedziało czterdzieści pięć kobiet. Przeczytałam wtedy każdą odpowiedź po kolei, zrobiłam notatki na marginesach, powiedziałam sobie: piszę.
Potem zbierałam jakieś notatki, ale nie napisałam ani jednego rozdziału przez cztery lata.
W międzyczasie mówiłam o tej książce publicznie. Na szkoleniach dla zespołów sieciowych. W rozmowach. Raz na jakiś czas ktoś pytał wprost: to kiedy ta książka? Odpowiadałam, że powstaje. Formalnie nie kłamałam, bo w mojej głowie faktycznie powstawała. Praktycznie leżała w folderze, do którego zaglądałam i który zamykałam z tym samym uczuciem za każdym razem.
Jeśli masz u siebie taki projekt, ten tekst jest dla Ciebie. Nie o pisaniu książek, tylko o tym, co robi z Twoją marką i z Twoją głową coś, co ogłosiłaś, a czego nie dowiozłaś. I o tym, jak rozpoznać, czy Twoje odkładanie jest dojrzewaniem, czy zwykłą ucieczką, bo to nie jest to samo, choć z zewnątrz wygląda identycznie.
W skrócie
- Projekt-widmo to zobowiązanie ogłoszone publicznie, którego nie realizujesz, i które kosztuje Cię energię za każdym razem, gdy ktoś o nie zapyta.
- Projekt-widmo nie kosztuje Cię czasu, bo nad nim nie pracujesz. Kosztuje uwagę, bo zajmuje miejsce, w którym mógłby stać projekt, który faktycznie robisz.
- Odkładanie bywa mądre. Rozróżnienie jest proste: jeśli przez ten czas rosną Twoje kompetencje albo dojrzewa temat, to dojrzewanie. Jeśli nie rośnie nic poza poczuciem winy, to ucieczka.
- Publiczność wybacza opóźnienie. Nie wybacza ciszy. To nie termin buduje zaufanie, tylko to, czy wracasz i mówisz, na jakim etapie jesteś.
Czym jest projekt-widmo i skąd wiesz, że go masz
Poznasz go po jednej reakcji ciała. Ktoś pyta „a co z tym kursem, o którym mówiłaś?”, a Tobie coś ściska się w brzuchu, zanim zdążysz odpowiedzieć.
To nie jest wstyd za lenistwo. Zwykle wcale nie jesteś leniwa, zwykle pracujesz za dużo. To jest zderzenie dwóch wersji siebie: tej, która coś obiecała, i tej, która stoi tu z listą zupełnie innych zadań.
Projekt-widmo ma trzy cechy, po których go rozpoznasz. Powiedziałaś o nim publicznie, więc istnieje w cudzych głowach, nie tylko w Twojej. Nie ma daty, więc nie da się go ani rozliczyć, ani odpuścić. I ma w sobie coś ważnego, dlatego nie potrafisz go po prostu skasować, choć nieraz kusiło.
W biznesie online takich projektów jest pełno. Kurs, który miał być wiosną. Podcast nagrany do trzeciego odcinka. Program, o którym raz napisałaś, że „szykuję coś dużego”, i nikt Ci już o tym nie przypomina, ale Ty pamiętasz. Książka, o której mówiłaś na szkoleniach przez cztery lata.
Ile naprawdę kosztuje projekt, którego nie robisz
Najczęstsza odpowiedź brzmi „nic, przecież nad nim nie pracuję”. To nieprawda i to jest najbardziej podstępna część tego mechanizmu.
Projekt-widmo pobiera opłatę w trzech miejscach naraz.
Pierwsze to Twoja uwaga. Nie chodzi o godziny, bo tych faktycznie nie tracisz. Chodzi o miejsce. Twoja głowa ma ograniczoną liczbę slotów na „rzeczy, które robię”, i widmo jeden z nich okupuje, nie oddając nic w zamian. Za każdym razem, gdy planujesz kwartał, ono pojawia się na liście, przesuwasz je i lekko się kurczysz.
Drugie to Twoja wiarygodność wobec siebie samej. Nie wobec rynku, rynek jest tu zaskakująco łaskawy. Wobec siebie. Po trzeciej przesuniętej dacie zaczynasz sobie mniej ufać, a to przenosi się na decyzje zupełnie niezwiązane z tym projektem. Kobieta, która nie ufa własnym deklaracjom, ostrożniej ogłasza kolejne. Ostrożniej znaczy rzadziej. Rzadziej znaczy mniejsza marka.
Trzecie to koszt utraconej rozmowy. Kiedy o czymś nie mówisz, bo wstyd Ci, że jeszcze tego nie ma, tracisz wszystkie rozmowy, które mogłyby się wokół tego toczyć. Ja przez cztery lata nie napisałam ani jednego posta o tym, co jest w tej książce, bo bałam się pytania „to kiedy?”. Zamilkłam w temacie, który był moim tematem.
Co napisało czterdzieści pięć kobiet i dlaczego to zmieniło książkę
Wracam do tego arkusza, bo to jest moment, w którym cała ta historia przestaje być o mnie.
Kiedy przeczytałam te odpowiedzi po pięciu latach, zobaczyłam coś, czego w 2021 roku nie widziałam. One napisały mi wtedy tytuł tej książki. Własnymi słowami, tylko ja nie potrafiłam jeszcze złożyć ich w jedno zdanie.
Pisały: „co robić, żeby nie być odbieraną jako nachalna i nie spalić kontaktów”. „Jak być skuteczną, ale nie nachalną”. „W jaki sposób przyciągnąć swoim profilem ludzi do siebie”. „Jak stać się wiarygodną osobą, żeby ludzie zaufali i zauważali”.
Nikt w 2021 roku nie mówił „koniec ery spamu”. Ale czterdzieści pięć kobiet dokładnie o to poprosiło, cztery lata przed tym, zanim ten tytuł przyszedł mi do głowy.
I tu jest rzecz, którą chcę, żebyś zabrała ze sobą, nawet jeśli marketing sieciowy nie jest Twoją branżą. Twoja publiczność zwykle wie, czego potrzebuje, wcześniej niż Ty potrafisz to nazwać. Nie brakuje Ci pomysłów. Brakuje Ci powrotu do rzeczy, które już od nich usłyszałaś i o których zapomniałaś, bo zapisałaś je w pliku, który zamknęłaś.
Co zmieniło się przez pięć lat, a co nie drgnęło ani o milimetr
Porównanie tamtych odpowiedzi z tym, co dostaję dzisiaj, dało mi obraz, którego nie miałabym, gdybym tę książkę napisała od razu.
Zmieniły się lęki powierzchniowe. W grudniu 2021 roku najczęściej wymienianym wyzwaniem były live’y. Nagrywanie się, pokazywanie twarzy, wyjście na wizję. Wracało to w kilkunastu odpowiedziach na czterdzieści pięć. Dzisiaj o live’ach nie pisze do mnie prawie nikt. Dzisiaj piszą o sztucznej inteligencji: że użyją jej i przestaną brzmieć jak one same, że wszystkie już to robią lepiej, że nie nadążają.
Strach się nie skończył. Przeprowadził się pod nowy adres.
Nie zmieniło się natomiast to, co siedzi pod spodem. W tamtych ankietach kobiety pisały: „nieśmiałość”, „wewnętrzny opór”, „lęk przed tym, co powiedzą inni”, „ciągle myślę, że wiem zbyt mało”, „nie czuję się bizneswoman”. Dostaję te same zdania w wiadomościach w 2026 roku. Czasem słowo w słowo.
To nie są braki wiedzy. To są braki pozwolenia. Żaden kolejny kurs tego nie naprawia, bo problem nie leży tam, gdzie szukamy rozwiązania.
Zmieniło się też coś w samej branży i to akurat na korzyść. Metody, które w 2015 roku budowały struktury, dzisiaj kosztują znajomości. Odbiorczyni dostaje w tygodniu kilkanaście bardzo podobnych wiadomości i rozpoznaje schemat w pierwszym zdaniu. Platformy traktują masowe wysyłki jako powód do obcięcia zasięgów. A skoro każda może wyprodukować sto postów dziennie, treść przestała być przewagą i przewagą stała się kobieta, którą widać za treścią. Pisałam o tym szerzej przy okazji tego, jak budować markę osobistą w branży marketingu sieciowego, i po pięciu latach ten kierunek tylko się umocnił.
Gdybym wydała tę książkę w 2022 roku, byłaby o czymś innym. Byłaby dobra i byłaby już nieaktualna.
Kiedy odkładanie jest dojrzewaniem, a kiedy ucieczką
Powiem wprost, choć część branży się ze mną nie zgodzi. Nie każdy pomysł trzeba wypuścić szybko. Kultura, w której wszystko ma być dowiezione w trzydzieści dni, testowane w wersji minimalnej i poprawiane w locie, świetnie sprawdza się przy prostych produktach. Nie sprawdza się przy rzeczach, które mają być Twoim stanowiskiem.
Ale to nie znaczy, że każde odkładanie da się usprawiedliwić dojrzewaniem. Ja przez pierwsze dwa lata naprawdę uciekałam.
Rozróżnienie sprowadza się do jednego pytania: czy przez ten czas coś rośnie?
Jeśli przez czas odkładania rosną Twoje kompetencje, przybywa Ci materiału, temat układa się w głowie albo rynek dojrzewa do tego, co masz do powiedzenia, to jest dojrzewanie. Przy mojej książce w tym czasie doszły setki godzin pracy z klientkami, zmieniła się cała branża, pojawiła się sztuczna inteligencja i wydałam dwie inne książki, na których warsztat się wyostrzył.
Jeśli natomiast przez czas odkładania nie rośnie nic poza poczuciem winy, a temat wygląda identycznie jak trzy lata temu, to jest ucieczka. I wtedy odpowiedzią nie jest kolejny plan, tylko decyzja: robię albo skreślam.
Trzecia możliwość jest taka, że projekt po prostu Cię przerósł na tamtym etapie i to też jest uczciwa odpowiedź. Nie każde drzwi trzeba domknąć. Ale każde trzeba nazwać, bo nienazwane drzwi cały czas hałasują w tle.
Ćwiczenie: audyt projektów-widm
Zrób to dzisiaj, zajmie Ci dwadzieścia minut i jest to jedyna rzecz z tego artykułu, którą naprawdę warto wykonać, a nie tylko przeczytać.
Wypisz wszystkie projekty, o których powiedziałaś publicznie w ciągu ostatnich trzech lat i których nie skończyłaś. Wszystkie, także te maleńkie. Przy każdym odpowiedz na cztery pytania.
Co konkretnie obiecałam i komu. Czy przez ten czas cokolwiek w tym temacie urosło. Czy nadal chcę to zrobić, czy tylko nie chcę się przyznać, że przestałam chcieć. Jaka jest najmniejsza możliwa wersja, którą mogę dowieźć w trzydzieści dni.
Potem podejmij jedną z trzech decyzji przy każdym: robię z konkretną datą, skreślam i mówię o tym głośno, albo świadomie odkładam z nowym terminem przeglądu w kalendarzu. Nie ma czwartej opcji, a to, co robisz teraz, czyli trzymanie ich w zawieszeniu, jest właśnie tą nieistniejącą czwartą.
Jeśli chcesz sobie pomóc, wklej do swojego narzędzia AI ten prompt:
Jestem przedsiębiorczynią prowadzącą biznes online. Wypiszę Ci listę projektów, które ogłosiłam publicznie i których nie dokończyłam. Zadaj mi przy każdym cztery pytania po kolei, jedno po drugim, czekając na moją odpowiedź: co obiecałam i komu, co w tym temacie urosło przez czas odkładania, czy nadal tego chcę, jaka jest najmniejsza wersja do dowiezienia w trzydzieści dni. Na koniec pomóż mi zdecydować przy każdym projekcie, czy go robię, skreślam, czy świadomie odkładam z datą przeglądu. Nie doradzaj mi, dopóki nie odpowiem na wszystkie pytania.
Efekt tego ćwiczenia bywa zaskakujący. Zwykle okazuje się, że dwa projekty trzeba skreślić bez żalu, jeden dowieźć w wersji o połowę mniejszej, niż planowałaś, a jeden odzyskać, bo nadal jest w nim życie.
Co zrobić, kiedy już wiesz, że dowozisz
Zostaje jeszcze najtrudniejsze, czyli powiedzenie o tym ludziom po długiej ciszy.
Najczęstszy błąd polega na tym, że wracamy z projektem tak, jakby przerwy nigdy nie było. Publikujemy ogłoszenie, jakby wszystko szło zgodnie z planem. To nie działa, bo Twoja publiczność pamięta i ta rozbieżność między tym, co pamięta, a tym, co czyta, kosztuje Cię więcej niż samo opóźnienie.
Działa co innego. Wracasz i mówisz wprost, co się stało. Nie w wersji dramatycznej i nie w wersji użalania się, tylko rzeczowo: obiecałam, minęło tyle czasu, oto powód, oto data. Ludzie są znacznie bardziej wyrozumiali, niż zakładamy, pod jednym warunkiem: że traktujesz ich jak dorosłych i nie udajesz, że nic się nie wydarzyło.
Twoja publiczność nie pamięta, kiedy obiecałaś. Pamięta, czy wróciłaś.
Powiem coś jeszcze, choć to niewygodne. Największym kosztem mojego pięcioletniego milczenia nie było to, że książka wyszła później. Było to, że przez cztery lata nie rozmawiałam publicznie o temacie, który jest jednym z moich najmocniejszych, bo wstydziłam się, że nie mam jeszcze produktu. Tymczasem rozmowa nigdy nie wymagała produktu. Wymagała tylko tego, żebym miała coś do powiedzenia, a miałam.
Jeśli masz teraz w głowie projekt, o którym milczysz, bo nie jest gotowy: możesz zacząć o nim mówić dzisiaj. Bez daty, bez obietnicy, bez presji. Samo mówienie o temacie jest już wartością dla Twoich odbiorczyń i, co odkryłam za późno, jest też najskuteczniejszym sposobem, żeby projekt w ogóle powstał.
Jak to się skończyło
Wracam do arkusza z grudnia 2021 roku.
Pięć lat później siedzę nad tym samym plikiem, tyle że tym razem obok leży gotowy maszynopis. Książka nazywa się „LIDERKI. Koniec ery spamu” i mówi o tym, jak zbudować zespół i sprzedaż w marketingu sieciowym, nie wysyłając ani jednej wiadomości do osoby, która o nic nie prosiła. Ma 258 stron, 23 rozdziy i wyrosła dokładnie z tych czterdziestu pięciu odpowiedzi.
Ten sam plik. Zupełnie inna kobieta nad nim siedzi.
To jest czternasta książka, której jestem autorką albo współautorką, i pierwsza, przy której musiałam się zmierzyć nie z pisaniem, tylko z powrotem po długiej nieobecności. Okazało się, że powrót jest trudniejszy niż start.
Jeśli chcesz przeczytać, co z tego wyszło
Książka „LIDERKI. Koniec ery spamu. Marka osobista i sztuczna inteligencja w nowoczesnym biznesie sieciowym” jest w przedsprzedaży. Wysyłka rusza po dwunastym września, a pierwszy rozdział w pliku PDF dostajesz od razu po zakupie, więc możesz go przeczytać jeszcze dzisiaj.
Jest w niej wszystko, o co poprosiły kobiety w tamtej ankiecie: jak budować markę niezależną od firmy, z którą współpracujesz, jak pisać tak, żeby ludzie odzywali się sami, jak odpowiedzieć na pytanie o piramidę tak, żeby rozmowa się nie skończyła, i jak używać sztucznej inteligencji do treści, które nadal brzmią jak Ty.
Do 26 sierpnia każde zamówienie oznacza jedno imię i nazwisko wydrukowane w środku książki, na Liście Liderek. Nie w pliku, nie na stronie. Na papierze.
👉 Zobacz książkę i cztery pakiety
Jeśli marketing sieciowy nie jest Twoją branżą, a temat spamowania i tak Cię dotyczy, zajrzyj do tekstu o tym, jak pokazywać produkty bez spamowania. Tam znajdziesz pięć technik, które działają w każdym modelu sprzedaży.
Nowa książka
LIDERKI.
Koniec ery spamu

Twoja lista stu kontaktów się skończyła. I nikt nie powiedział Ci, co dalej.
Metody, które w 2015 roku budowały struktury, dzisiaj kosztują Cię znajomych. W tej książce znajdziesz to, co działa zamiast nich: markę osobistą, której nikt Ci nie skopiuje, i sztuczną inteligencję, która nadal brzmi jak Ty, a nie jak folder reklamowy.
Bez skryptów do kopiowania. Bez obietnicy struktury w trzydzieści dni.
Najczęstsze pytania
Czym jest projekt-widmo? Projekt-widmo to zobowiązanie ogłoszone publicznie, którego nie realizujesz, i które kosztuje Cię energię za każdym razem, gdy ktoś o nie zapyta. Nie zabiera czasu, bo nad nim nie pracujesz, ale zajmuje miejsce w głowie i obniża zaufanie do własnych deklaracji.
Jak poznać, czy odkładam projekt mądrze, czy przed nim uciekam? Sprawdź, czy przez czas odkładania cokolwiek urosło: Twoje kompetencje, ilość materiału, dojrzałość tematu albo gotowość rynku. Jeśli tak, to dojrzewanie. Jeśli nie rośnie nic poza poczuciem winy, a temat wygląda identycznie jak dwa lata temu, to ucieczka i potrzebna jest decyzja, nie kolejny plan.
Czy trzeba tłumaczyć się publiczności z opóźnienia? Nie trzeba się tłumaczyć, ale warto powiedzieć wprost, co się stało i kiedy będzie efekt. Publiczność wybacza opóźnienie znacznie łatwiej niż ciszę, ponieważ cisza wygląda jak porzucenie. Wystarczy jedno rzeczowe zdanie o powodzie i jedna konkretna data.
Czy mogę mówić o projekcie, którego jeszcze nie mam? Tak i zwykle warto, bo rozmowa o temacie nie wymaga gotowego produktu. Mówienie o problemie, który Twój przyszły produkt rozwiązuje, buduje zainteresowanie i bardzo często okazuje się jedyną rzeczą, która sprawia, że projekt w ogóle powstaje.
Kiedy ukazuje się książka „LIDERKI. Koniec ery spamu”? Wysyłka rusza po 12 września 2026 roku. Książka jest dostępna w przedsprzedaży na justynakopec.pl/liderki, a pierwszy rozdział w pliku PDF trafia do czytelniczki od razu po zakupie.







