Dlaczego naprawdę wybrałam Forever. Przepuściłam własny artykuł przez test parkingu
Trzy lata temu napisałam na tym blogu tekst zatytułowany „Dziesięć powodów, dlaczego wybrałam współpracę z firmą Forever Living Products”. Był poprawny. Był uprzejmy. Miał ładne nagłówki i wysoką ocenę czytelniczek.
W zeszłym tygodniu wróciłam do niego z długopisem, bo kończyłam właśnie rozdział do nowej książki i potrzebowałam przykładu komunikatu, który wygląda dobrze, a nie wytrzymuje sprawdzenia. Znalazłam ten przykład szybciej, niż chciałam. To był mój własny tekst.
Skreśliłam trzy punkty z dziesięciu. Jeden z nich zawierał zwyczajną nieprawdę, którą przez trzy lata powielałam w dobrej wierze.
Nie udaję, że tamtego artykułu nie było. Piszę ten, bo w międzyczasie wymyśliłam sobie narzędzie, którym mierzę teraz każde swoje zdanie, i uczciwie byłoby zacząć od siebie. Nazywam je testem parkingu. Za chwilę Ci je oddam, razem z pytaniem, które radzę Ci zadać każdej osobie zapraszającej Cię do jakiejkolwiek firmy sieciowej.
A potem powiem Ci, dlaczego naprawdę zostałam w Forever. Bez listy zalet.
W skrócie
- Test parkingu to prosta zasada wiarygodności: zdanie, którego nie powtórzyłabyś zaufanej koleżance w samochodzie w drodze powrotnej, nie powinno paść publicznie. Działa w treściach, w rozmowach rekrutacyjnych i w opisach produktów.
- Z mojego artykułu sprzed trzech lat po tym teście zostało siedem punktów z dziesięciu. Wypadła nieprawdziwa informacja o notowaniu firmy na giełdzie, konkretne kwoty zarobków i sugestie zdrowotne.
- Prawdziwe powody, dla których zostałam w Forever, są trzy i żaden nie dotyczy firmy jako takiej: policzony rachunek własnych zakupów, powtarzalność produktu i konkretna kobieta, która przez wiele miesięcy nie próbowała mnie zwerbować.
- Zanim podpiszesz cokolwiek, zadaj jedno pytanie: ile osób ta osoba osobiście wprowadziła i ile z nich działa dzisiaj. Sposób odpowiedzi powie Ci więcej niż plan wynagrodzeń.
Co wykreśliłam z własnego artykułu i dlaczego
Zacznę od tego, co najbardziej mnie zabolało.
Punkt siódmy brzmiał: „Firma jest notowana na NYSE”.
To nieprawda. Forever Living Products jest firmą prywatną, w całości należącą do rodziny założyciela, i nigdy nie była notowana na żadnej giełdzie. Największą prywatną firmą w Arizonie. Prywatną. To akurat argument sam w sobie ciekawy, bo prywatna własność oznacza, że nikt nie musi optymalizować kwartalnego wyniku pod inwestorów. Ale to jest zupełnie inne zdanie niż to, które napisałam.
Skąd się wzięło? Przepisałam je z materiałów krążących w branży, nie sprawdzając u źródła. Zrobiłam dokładnie to, co zarzucam innym: powtórzyłam mocno brzmiące zdanie, bo pasowało do listy. Nikt mnie na tym nie przyłapał przez trzy lata. Ja siebie przyłapałam w zeszłym tygodniu i to wystarczy.
Punkt czwarty brzmiał: „Jeśli chcesz dorobić pięćset albo tysiąc pięćset złotych, możesz to zrobić niemal w tym samym miesiącu”.
Zdanie prawdziwe w tym sensie, że widziałam takie przypadki. I jednocześnie zdanie, którego dziś nie napiszę nigdy, w żadnej formie, o żadnej firmie. Bo nie wiem, ile zarobisz. Nikt nie wie. Osoba, która podaje Ci konkretną kwotę przed startem, nie dzieli się wiedzą, tylko nadzieją, a nadzieja jest fatalnym doradcą inwestycyjnym.
Punkt pierwszy sugerował, że produkty „poprawiają zdrowie i samopoczucie”.
Nie stawiam diagnoz, nie obiecuję efektów i nie sugeruję, że cokolwiek leczy. Mogę opowiedzieć, czego sama używam, ile to trwało i dlaczego u mnie zadziałało. To wszystko. I mówię to jako kobieta po studiach podyplomowych z dietetyki i suplementacji, czyli ktoś, komu byłoby najłatwiej wejść w ten ton i najgłupiej byłoby to zrobić.
Zostało siedem punktów. Naturalne składniki, własne plantacje, obecność w ponad stu sześćdziesięciu krajach, prawie pięćdziesiąt lat na rynku, powtarzalność produktu, plan wynagrodzeń i wsparcie. Wszystkie prawdziwe. Wszystkie nudne.
I tu jest sedno, do którego zmierzam: te siedem prawdziwych punktów nigdy nie było powodem, dla którego zostałam. Były uzasadnieniem, które napisałam potem, żeby decyzja wyglądała rozsądnie.
Dlaczego branża mówi tak, jak mówi
Zanim przejdę do prawdziwych powodów, jedna rzecz, bez której cała reszta będzie brzmiała jak oskarżenie. A nie jest.
W każdej organizacji komunikacja odbywa się na trzech piętrach jednocześnie.
Scena to wersja oficjalna. Prezentacja, post, wystąpienie, artykuł z dziesięcioma powodami. Wszystko prawda, ale w wersji wyselekcjonowanej i podanej najlepszą stroną.
Kuluary to wersja półoficjalna. Rozmowa w małej grupie, czat zespołu. Pojawiają się trudności, ale wciąż jako zadania do rozwiązania, bo ktoś patrzy.
Parking to wersja prawdziwa. Rozmowa w samochodzie w drodze powrotnej z wydarzenia, w kolejce do toalety, w wiadomości do jednej zaufanej osoby. Tu pada zdanie „ja już naprawdę nie wiem, po co to robię”.
Każda organizacja ma te trzy piętra i to nie jest wada. Pytanie brzmi tylko, jak daleko one od siebie leżą.
Kiedy scena i parking mówią mniej więcej to samo, ludzie są spokojni, bo nie muszą zgadywać, która wersja obowiązuje. Kiedy rozjeżdżają się na dwie osobne rzeczywistości, dzieje się coś, co widziałam dziesiątki razy i sama przeżyłam w innej firmie, przed Forever: ludzie zaczynają się wypalać, mimo że wyniki jeszcze rosną. Utrzymywanie dwóch wersji świata jednocześnie kosztuje więcej energii niż sama praca.
W notesie zapisałam to wtedy tak, jak czułam w ciele: ktoś łamie mi kręgosłup. Kręgosłup łamie się dokładnie w tym miejscu, w którym oficjalna wersja przestaje pasować do doświadczanej.
Mój artykuł sprzed trzech lat był sceną. Ten jest parkingiem. Różnica polega na tym, że dziś umiem to nazwać.
Kobieta, która przez wiele miesięcy nie próbowała mnie zwerbować
Wiosna 2020 roku. Świat zamknięty. Moja agencja bez ani jednego szkolenia stacjonarnego w kalendarzu, kredyt, koszty firmy i dziewięć tygodni wcześniej podjęta decyzja o odejściu z poprzedniej firmy sieciowej. Byłam wtedy sama. Z bólem brzucha, w którym odbijał się cały stres.
Zaczęłam prowadzić warsztaty online o działaniu w mediach społecznościowych i trafiłam na ludzi, którzy potrzebowali tego najbardziej: przedstawicieli marketingu sieciowego, którym z dnia na dzień zniknęły spotkania w domach i cała praca na żywo.
Ponieważ pracowałam z jedną branżą, sypały się na mnie próby zasponsorowania. Nachalne, źle prowadzone, oparte na jednym schemacie: najpierw komplement, potem pytanie o otwartość na dodatkowy dochód. Znam ten schemat od podszewki, bo sama uczyłam kiedyś ludzi, jak go nie stosować.
Odmawiałam wszystkim. Bez wyjątku.
A potem poznałam Bogusię.
Bogusia Sroka jest w Forever nieprzerwanie od ponad trzydziestu lat i osiągnęła status, którego w Polsce nie osiągnął nikt inny (Diamentowy Manager). Miała więc wszystkie powody, żeby mnie przekonywać, i wszystkie narzędzia, żeby zrobić to naprawdę dobrze.
Nie zrobiła tego ani razu.
Zaczęło się od mojej książki i od zwyczajnej sympatii. Potem, kiedy obostrzenia zelżały, zaczęliśmy się spotykać. Bogusia, jej mąż Jaś i ja. Dobre sopockie restauracje, długie rozmowy przy stole, opowieści o życiu, o podróżach, o ludziach. Pamiętam zapach kawy i to, że nikt nigdzie się nie spieszył.
Ja słuchałam. I podziwiałam nie ich wyniki, tylko coś, czego zupełnie się nie spodziewałam po ludziach z takim dorobkiem: skromność. Bez chwalenia się, bez opowieści o awansach, bez tego szczególnego tonu, który zna każdy, kto był w tej branży dłużej niż rok.
Minęły miesiące, zanim się u niej zasponsorowałam. Miesiące. Ona nie przyspieszyła ani o dzień.
I to jest cała lekcja, którą chcę Ci z tej historii zostawić, ważniejsza niż wszystko, co napisałam wyżej o firmie.
Nie dołączyłam do firmy. Dołączyłam do człowieka. A dokładniej: do kogoś, kim chciałabym być za dwadzieścia lat.
Dlaczego brak nacisku jest najlepszą rekomendacją, jaką dostaniesz
Jest w tym mechanizm, który działa zawsze i wszędzie, także poza tą branżą.
Osoba, która Cię naciska, potrzebuje Ciebie. Potrzebuje Twojego podpisu, żeby domknąć awans, wyrobić poziom, pokazać wynik albo udowodnić sobie, że to działa. Jej pośpiech nie jest o Tobie. Jest o jej sytuacji.
Osoba, która nie naciska, już zbudowała. Twój podpis niczego w jej życiu nie zmieni. Może więc pozwolić sobie na luksus, na który nie stać nikogo zdesperowanego: na Twoją decyzję podjętą w Twoim tempie.
Muszę jednak dodać drugą część prawdy, bo sama sympatia to za mało i byłoby nieuczciwe zostawić Cię z romantyczną historią o dobrych ludziach przy stole. Charyzma nie jest kompetencją, a przyjemność ze spotkania nie jest analizą. Bogusia była powodem, dla którego w ogóle usiadłam do tematu. Nie była powodem, dla którego zostałam.
Zostałam, bo policzyłam.
Co zostało po wykreśleniu, czyli trzy prawdziwe powody
Pierwszy: rachunek na kuchennym stole.
Kiedyś usiadłam i policzyłam uczciwie, gdzie płyną pieniądze z mojego gospodarstwa domowego. Nie po to, żeby ciąć wydatki. Po to, żeby zobaczyć, gdzie one naprawdę idą. Potem zrobiłam rzecz, której w tej branży się nie robi: skreśliłam wszystko, co do modelu nie pasuje. Czynsze, samochody, lekarzy, restauracje, ubrania. Kolacja z mężem po dwóch tygodniach rozłąki nie jest pozycją do optymalizacji i nigdy nie będzie.
Zostało około dwóch tysięcy złotych miesięcznie w kategoriach, w których miałam realny wybór, gdzie te pieniądze zostawić. Dwadzieścia cztery tysiące rocznie, które przez lata oddawałam sieciom handlowym i nie wróciła mi z tego ani złotówka.
Nie napiszę Ci, ile z takiej kwoty wraca, bo to zależy od firmy, planu i kategorii produktu. Chodzi mi o coś innego: zanim zaczniesz się zastanawiać, czy potrafisz komuś coś sprzedać, policz, ile już dziś przechodzi przez Twoje własne ręce. To jedyna liczba w tym biznesie, której nikt Ci nie musi obiecywać, bo ona już istnieje.
Drugi: produkt, który się zużywa.
To brzmi banalnie i jest jednym z najważniejszych kryteriów wyboru firmy. Produkt kupowany raz na kilka lat nie zbuduje powtarzalnego dochodu. Kosmetyk, żel i suplement kupuje się co miesiąc. Na tym stoi cały model i dlatego zadowolona klientka, która zamawia piąty rok z rzędu, jest warta więcej niż dziesięć osób wpisanych do struktury w jednym miesiącu.
W Forever używam części produktów codziennie od kilku lat. Ale w moim domu są też produkty innych firm, w tym innych firm sieciowych, bo są rzeczy, których moja firma po prostu nie ma. Mówię o tym otwarcie i to jedno zdanie robi dla mojej wiarygodności więcej niż jakakolwiek prezentacja.
Trzeci: mogę odejść.
To zdanie prawie nigdy nie pada ze sceny, a jest najważniejsze ze wszystkich. Sprawdziłam przed podpisem cztery rzeczy: czy mogę odejść bez konsekwencji, czy wolno mi mówić głośno, co mi się nie podoba, czy nikt nie każe mi zrywać kontaktów i czy nikt nie każe mi kupować, żeby zostać.
Cztery razy tak. Zostaję więc z wyboru, a nie ze strachu, i to jest jedyny rodzaj lojalności, który wytrzymuje próbę lat.
Ile można zarobić w Forever?
To pytanie słyszę częściej niż wszystkie inne razem wzięte i przez lata odpowiadałam na nie tak, jak uczy branża: opowiadałam o możliwościach i o skalowalności. Wszystko prawda, wszystko bezużyteczne.
Dziś odpowiadam inaczej. Nie wiem. I nikt, kto poda Ci konkretną kwotę, też nie wie.
To brzmi jak unik, ale zaraz po tym zdaniu przychodzi drugie, znacznie bardziej użyteczne: mogę Ci dokładnie policzyć, ile Cię to będzie kosztowało i ile musi się wydarzyć, żebyś wyszła na zero. Tę liczbę da się ustalić co do złotówki.
Zamiast pytać „ile zarobię”, pracuj na trzech progach.
Próg zero to moment, w którym prowizja pokrywa Twój własny miesięczny zakup. Produkty, których używasz, przestają Cię kosztować. Najbardziej niedoceniany próg w całej branży.
Próg dodatku to stabilna, powtarzalna kwota co miesiąc, na której można oprzeć jakąś decyzję. Wakacje, korepetycje, jedna rata.
Próg dochodu to kwota pozwalająca zrezygnować z innego źródła utrzymania. O tym progu opowiada się ze sceny i osiąga go niewielki procent osób, bo wymaga zespołu, a więc kompetencji zupełnie innych niż sprzedaż.
Zasada jest jedna: nie planuj progu trzeciego, dopóki nie masz pierwszego.
Od czego zacząć, jeśli ktoś właśnie zaprasza Cię do współpracy?
Zabierz z tego artykułu dwie rzeczy. Są krótkie, gotowe do użycia i działają w każdej firmie, nie tylko w mojej.
Pytanie ósme. Zapytaj osobę, która Cię zaprasza: ile osób wprowadziłaś osobiście i ile z nich działa dzisiaj?
To najbardziej niewygodne pytanie, jakie znam, i dlatego najcenniejsze. Ktoś, kto wprowadził czterdzieści osób, a dziś działa jedna, nie ma problemu z rekrutacją. Ma problem z opieką. A brak opieki jest najczęstszą przyczyną, dla której kobiety odchodzą z tej branży w pierwszym półroczu.
Test trzech miesięcy. Powiedz dokładnie to zdanie, możesz je skopiować:
„Potrzebuję trzech miesięcy. Chcę używać produktów, poznać ludzi i zobaczyć, jak to wygląda od środka, zanim cokolwiek podpiszę.”
A potem obserwuj, co się stanie. Jeśli usłyszysz „jasne, rozumiem, będę w kontakcie”, masz do czynienia z kimś, kto zbudował coś realnego i nie potrzebuje Twojego podpisu do szczęścia. Jeśli poczujesz nacisk, rozczarowanie albo argumentację, dlaczego trzy miesiące to za długo, właśnie dostałaś odpowiedź na wszystkie pozostałe pytania naraz.
Mnie te miesiące minęły i nikt ich nie skracał. Do dziś uważam, że to była najważniejsza rzecz w całej tamtej rozmowie. Nie to, co Bogusia powiedziała. To, czego nie zrobiła.
Dlaczego w mojej nowej książce nie znajdziesz nazwy Forever
Piszę książkę. Nazywa się LIDERKI. Koniec ery spamu. Marka osobista i sztuczna inteligencja w nowoczesnym biznesie sieciowym i wkrótce się ukaże.
Nie znajdziesz w niej nazwy firmy, w której byłam wcześniej. Nie znajdziesz też nazwy Forever. Ani razu, na żadnej stronie.
To nie jest przeoczenie ani ostrożność prawna. To decyzja, którą podjęłam na samym początku pisania, i chcę Ci wyjaśnić dlaczego, bo ta decyzja tłumaczy jednocześnie, po co powstał artykuł, który właśnie czytasz.
Problem, który zobaczyłam w grudniu 2019 roku na kanapie, przy porozrzucanych kartkach i muzyce w tle, nie był problemem jednej firmy. Był i nadal jest problemem całej branży. Wszystko, co opisuję w LIDERKACH, ma działać niezależnie od tego, jaki masz logotyp w stopce. Model L.I.D.E.R., pięć wymiarów niezależności, dwanaście pytań przed podpisem, sześć zarzutów, które usłyszysz od rodziny, i uczciwe odpowiedzi na każdy z nich. Nic z tego nie należy do żadnej firmy. To ma należeć do Ciebie.
I teraz zdanie, które jest tezą całej książki: cała ta książka jest o jednym, jak zbudować biznes sieciowy tak, żeby nikt nigdy nie mógł Ci złamać kręgosłupa. Ani firma, która zmieni plan wynagrodzeń z miesiąca na miesiąc. Ani osoba wyżej w strukturze, która uzna, że wie lepiej. Ani algorytm, który jednego dnia postanowi, że Twoje treści nie zasługują na zasięg. Ani strach, że jeśli odejdziesz, zostaniesz z niczym.
Blog to jednak nie książka. Tutaj mogę napisać, gdzie jestem i dlaczego, i właśnie to zrobiłam.
Wiem, jak wygląda artykuł, w którym kobieta z branży pisze o swojej firmie i na końcu zaprasza do zespołu. Dlatego nie zaproszę.
Jeśli chcesz iść dalej
Część pierwsza LIDEREK, sześć rozdziałów, jest w całości o decyzji. O tym, jak ta branża naprawdę mówi i dlaczego. O tym, ile to kosztuje, licząc wszystkie cztery koszty, a nie jeden. O czterdziestu minutach dziennie i o tym, co się w nich realnie mieści. O sześciu zarzutach, które usłyszysz przy rodzinnym stole. I o dwunastu pytaniach, które warto zadać, zanim cokolwiek podpiszesz. Pytanie ósme i test trzech miesięcy, które dostałaś wyżej, pochodzą właśnie stamtąd.
Piszę tę książkę z dwudziestu lat w marketingu sieciowym, z których większość spędziłam po drugiej stronie sali, szkoląc liderów i zarządy firm z tej branży i budując ich marki osobiste. Widziałam ją z góry, z boku i od środka. Piszę ją dla kobiety, która ma czterdzieści minut wieczorem, a nie dla kobiety, która ma wolny wtorek.
Zapisz się na listę osób, które dowiedzą się o premierze pierwsze: justynakopec.pl/liderki
Zapisane na listę dostaną najniższą cenę w całej historii tej książki, dodatki, których nie będzie w sprzedaży, i informację o starcie przedsprzedaży zanim pojawi się gdziekolwiek indziej. Znajdziesz tam też Kartę Roku Liderki, czyli ćwiczenie, które robię co grudzień na kanapie, w wersji do wydrukowania.
A jeśli chcesz porozmawiać ze mną o samym Forever, po prostu napisz. Nie będę Cię namawiać. Nie dlatego, że jestem szlachetna, tylko dlatego, że wiem, jak to się kończy dla obu stron.
Zamiast zakończenia
Wróćmy na chwilę do długopisu i kartki z zeszłego tygodnia.
Kiedy skreślałam własne zdanie o giełdzie, przez sekundę pomyślałam, żeby po prostu cicho poprawić tamten artykuł i nie robić z tego tematu. Nikt by nie zauważył. Miał dobre oceny i przez trzy lata przyprowadzał mi ludzi.
Nie zrobiłam tego z jednego powodu. W branży, w której wszyscy mówią jednym językiem ze sceny, a innym na parkingu, kobieta mówiąca jednym językiem wszędzie jest zjawiskiem tak rzadkim, że ludzie zapamiętują ją po jednej rozmowie.
To jest jednocześnie najprostszy system etyczny, jaki znam, i najskuteczniejsze narzędzie marketingowe, jakie mogę Ci dać.
Większość kobiet przeczyta ten artykuł, pokiwa głową i wróci do scrollowania. Ty możesz zrobić dzisiaj jedną rzecz: wziąć trzy zdania, które ostatnio napisałaś publicznie o swoim biznesie, i sprawdzić, czy powtórzyłabyś je dokładnie tak samo, siedząc w samochodzie z zaufaną koleżanką, która zna Twoją sytuację od podszewki.
Jeśli tak, mów. Jeśli musiałabyś je złagodzić, masz do zrobienia dokładnie to, co ja zrobiłam w zeszłym tygodniu.
Firmy nie wybiera się z listy zalet. Wybiera się ją z listy rzeczy, których nie musisz przemilczeć.
Nowa książka
LIDERKI.
Koniec ery spamu

Twoja lista stu kontaktów się skończyła. I nikt nie powiedział Ci, co dalej.
Metody, które w 2015 roku budowały struktury, dzisiaj kosztują Cię znajomych. W tej książce znajdziesz to, co działa zamiast nich: markę osobistą, której nikt Ci nie skopiuje, i sztuczną inteligencję, która nadal brzmi jak Ty, a nie jak folder reklamowy.
Bez skryptów do kopiowania. Bez obietnicy struktury w trzydzieści dni.
Najczęstsze pytania
Czy Forever Living Products jest notowana na giełdzie? Nie. Forever Living Products jest firmą prywatną, należącą w całości do rodziny założyciela Rexa Maughana, i nigdy nie była notowana na żadnej giełdzie. Jest natomiast największą prywatną firmą w Arizonie. Informacja o notowaniu na NYSE, która krąży w polskich materiałach branżowych, jest nieprawdziwa i sama ją kiedyś powieliłam.
Czym różni się marketing sieciowy od piramidy finansowej? Różnica jest konkretna i sprawdzalna. W piramidzie pieniądze pochodzą z wpłat nowych uczestników. W marketingu sieciowym pochodzą ze sprzedaży produktu do końcowego odbiorcy, który nic nie buduje i po prostu chce ten produkt mieć. Sprawdzisz to jednym pytaniem: czy gdyby jutro nikt już nie dołączył do struktury, ktokolwiek nadal by tu zarabiał.
Ile kosztuje wejście do firmy marketingu sieciowego? Zwykle od pięciuset do dwóch tysięcy złotych i nie jest to opłata za umowę, tylko cena konkretnych produktów, które trafiają do Ciebie fizycznie. Twoim realnym kosztem jest wyłącznie ta część zestawu, której nie kupiłabyś, gdyby nie było tu żadnego biznesu. Do tego dochodzą trzy koszty, o których mówi się rzadziej: utrzymanie miesięcznej aktywności, narzędzia i czas.
Czy da się prowadzić biznes sieciowy w czterdzieści minut dziennie? Czterdzieści minut przez pięć dni w tygodniu to ponad trzy godziny tygodniowo i to wystarczy, pod warunkiem że trzy z pięciu slotów przeznaczysz na rozmowy z ludźmi, a nie na tworzenie treści. Kobieta, która publikuje pięć razy w tygodniu i nie rozmawia z nikim, nie buduje biznesu, tylko hobby.
O czym jest książka LIDERKI? LIDERKI to książka o budowaniu biznesu sieciowego w oparciu o markę osobistą i sztuczną inteligencję, napisana tak, żeby działała niezależnie od firmy, z którą współpracujesz. Nie znajdziesz w niej nazwy żadnej firmy. Część pierwsza dotyczy świadomej decyzji o wejściu do branży, kolejne części prowadzą przez model L.I.D.E.R.: ludzie, intencja, dowód, ekspozycja, replikacja.






