Drugiego dnia obudziłam się o trzynastej.
Nie o siódmej, nie o dziewiątej. O trzynastej, w obcym mieście, do którego przyleciałam zwiedzać, z telefonem pełnym wiadomości od właściciela apartamentu, który zaczynał się już niepokoić, czemu milczę.
I po raz pierwszy od bardzo dawna nie zrobiłam sobie z tego powodu awantury w głowie.
To jest zdanie, wokół którego zbudowany jest cały ten tekst. Bo wtedy jeszcze nie wiedziałam, że przespanie połowy dnia jest informacją, a nie porażką.
Pojechałam do Apulii sama, w prezencie urodzinowym od siebie dla siebie. Miałam plan: zwiedzić Bari, zobaczyć trulli w Alberobello, usiąść nad Adriatykiem. Wróciłam z czymś innym. Z decyzją, którą nosiłam w sobie od miesięcy i której nie potrafiłam usłyszeć, bo w Polsce było za głośno.
Wyjazd niczego nie naprawia. Wyjazd tylko wyłącza szum, w którym nie było słychać, co się psuje.
W tym artykule dostaniesz jedno i drugie. Historię tego, co się tam ze mną wydarzyło, oraz całą logistykę: jak zorganizowałam ten wyjazd, ile kosztował i co bym dziś zrobiła inaczej. Na końcu znajdziesz cztery pytania, które warto zabrać zamiast planu zwiedzania.
W skrócie
- Apulia jest jednym z najtańszych kierunków we Włoszech i świetnie działa na wyjazd w pojedynkę, bo odległości między miasteczkami liczy się w kilkunastu minutach jazdy pociągiem.
- Bari, Alberobello, Locorotondo, Polignano a Mare i Monopoli mieszczą się w pięciu dniach bez pośpiechu, wszystkie dostępne koleją albo autobusem zastępczym z dworca Bari Centrale.
- Podróż w pojedynkę poza sezonem jest tańsza, spokojniejsza i pozwala robić zdjęcia bez tłumów, a poczucie zagrożenia bierze się głównie z wyobrażeń, nie z doświadczenia.
- Wyjazd, który ma pomóc coś zrozumieć, wymaga innej organizacji niż wyjazd, który ma pomóc odpocząć. Główna różnica: żadnego planu na godziny i notes zamiast listy atrakcji.
Dlaczego pojechałam sama i co się tam naprawdę wydarzyło
Zacznę od tego, o czym w pierwszej wersji tego tekstu napisałam dopiero po dwóch tysiącach słów, bo wtedy jeszcze mi się wydawało, że to najmniej istotna część.
Przez kilka miesięcy przed tym wyjazdem funkcjonowałam zawodowo w układzie, w którym nie czułam się ani wolna, ani niezależna. A wolność i niezależność to od lat moje dwie nadrzędne wartości, te, na których stoi wszystko inne.
Najpierw pojawiły się delikatne sygnały. Niechęć przed otwarciem laptopa. Zmęczenie, które nie mijało po weekendzie. Rozdrażnienie przy rzeczach, które kiedyś sprawiały mi frajdę.
Nie usłyszałam żadnego z nich, bo każdy z nich dało się racjonalnie wytłumaczyć.
Potem moja zraniona dusza zaatakowała ciało. Depresja. Choroby jedna po drugiej. I to też dało się wytłumaczyć: jesień, przemęczenie, gorszy okres.
Nie da się długo funkcjonować w konflikcie wartości. Można to przez jakiś czas przeczekać, przeczekiwanie kosztuje jednak dokładnie tyle, ile jest warta ta wartość, którą łamiesz. U mnie kosztowało zdrowie.
Napiszę też rzecz, którą w tekstach o wyjazdach zmieniających życie pomija się najczęściej. Wyjazd nie wyleczył depresji. Zrobiły to inne rzeczy, dłuższe i mniej fotogeniczne, o których tu nie piszę. Bari zrobiło coś innego, o wiele skromniejszego i dla mnie przełomowego: ściszyło szum na tyle, że usłyszałam, skąd to wszystko idzie.
Piątego dnia usiadłam na promenadzie z notesem i połączyły mi się kropki. Wróciłam z decyzjami dotyczącymi życia zawodowego i prywatnego, których nie podjęłabym w Warszawie, bo w Warszawie miałam za dużo powodów, żeby ich nie podejmować.
Jeśli chcesz zajrzeć w to głębiej, napisałam osobno o tym, dlaczego warto poukładać własne wartości, zanim poukładasz biznes.
Czym jest urlop diagnostyczny?
Nadałam temu nazwę dopiero po latach, kiedy zobaczyłam ten sam wzór u swoich klientek.
Urlop diagnostyczny to wyjazd, którego celem nie jest odpoczynek ani zwiedzanie, tylko ściszenie codziennego szumu na tyle, żeby usłyszeć decyzję, którą już się w sobie zna.
Różni się od zwykłego urlopu trzema rzeczami.
Nie ma planu na godziny. Jeśli masz rozpisany dzień, odtwarzasz w wakacjach ten sam tryb, przed którym uciekasz. Ja drugiego dnia wyszłam z domu o piętnastej i nie pamiętam, co robiłam do wieczora. To był najlepszy dzień z całych sześciu.
Jest w pojedynkę. Nie dlatego, że towarzystwo jest złe, tylko dlatego, że przy drugiej osobie zawsze prowadzisz jakąś rozmowę, a w tym wyjeździe chodzi o rozmowę, którą prowadzisz ze sobą.
Ma notes. Nie telefon, notes. Decyzje, które przychodzą w takich dniach, znikają w drodze na lotnisko, jeśli ich nie zapiszesz.
Zanim pomyślisz, że Cię na to nie stać: cały mój wyjazd, z lotem, apartamentem w zabytkowym centrum i sześcioma dniami jedzenia, o którym do dziś myślę, zamknął się w kwocie porównywalnej z jednym średnim szkoleniem branżowym. Wracam do liczb w dalszej części.
Co warto zobaczyć w Apulii w pięć dni
Bari
Z lotniska im. Karola Wojtyły dotarłam do dworca Bari Centrale, zaś z niego, spacerkiem, kierowałam się wprost do Bari Vecchia, gdzie miałam wynajęty apartament. Zameldowałam się w pięknym czystym, jasnym i wygodnym apartamencie, w samym środku starówki, kilkaset metrów od wszystkiego, co chciałam zobaczyć.
Po chwili odpoczynku wyszłam. Tego popołudnia moim celem był głównie spacer promenadą nad Morzem Adriatyckim. Moja podróż rozpoczęła się od katedry San Sabino, gdzie dłuższą chwilę siedziałam na schodach delektując się atmosferą stolicy Apulii. 100 metrów dalej przeszłam do potężnego XII-wiecznego zamku Castello Normanno-Svevo. Za nim zaczyna się promenada nad Adriatykiem, ciągnąca się kilometrami, z ławkami co kilkadziesiąt metrów i widokiem na panoramę miasta z molo. Mogłam podziwiać morze oraz panoramę Bari.
W oddali zobaczyłam diabelski młyn i spełniłam marzenie z dzieciństwa, którego nigdy wcześniej nie spełniłam. Dziesięć euro za trzy okrążenia to sporo. Zbiegło się jednak z zachodem słońca, a zmierzch nad Bari wyglądał jak obraz impresjonistów. Byłam zachwycona. Nie żałuję ani jednego eurocenta.
Napełniona tymi widokami ruszyłam w poszukiwaniu miejsca na kolację. Zjadłam ją w pizzerii działającej od 1820 roku, w której podobno jadła sama Julia Roberts. Kolejka po stolik była długa i naprawdę warta czekania.






Alberobello i Locorotondo
Nasycona Bari, kolejny dzień postanowiłam spędzić w innych miejscowościach Apulii. Mój host zaproponował mi Alberobello.
Alberobello mnie zachwyciło. Dosłownie 5 minut od dworca jest skansen z domkami trulli. Trulli, czyli charakterystyczne białe domki z stożkowatymi dachami z szarego kamienia, są unikalnym stylem architektonicznym, który można znaleźć tylko w Alberobello i jego okolicach i są wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Byłam poza sezonem, więc zrobiłam zdjęcia, na których nie ma ani jednego turysty. To był naprawdę piękny dzień, chociaż w trakcie dosłownie znikąd na 3 minuty pojawił się grad. Nawet nie zdążyłam zmoknąć, tylko na twarzy poczułam ostre smagania kuleczek oraz miałam ich pełno na ponczo.
Dziesięć minut dalej leży Locorotondo. Jego architektura jest wyjątkowa i charakterystyczna dla regionu Apulia. Miasto słynie z białych kamienic z klasycznymi białymi okiennicami i stromymi dachami, które tworzą malownicze widoki. Zauroczyła mnie przepiękna panorama, którą mogłam podziwiać z tarasu widokowego na wzgórzu. Później „zagubiłam się” w wąskich uliczkach białego starego miasta. Naprawdę włoski klimat jest tutaj wyjątkowy.




Polignano a Mare i Monopoli
Polignano a Mare stoi na klifie nad wodą tak przezroczystą, że z góry widać dno. To sprawia, że widoki na morze są tu naprawdę niesamowite. Od stacji do starego miasta idzie się siedem minut.
Polignano a Mare słynie z plaży Lama Monachile, tej znanej z pocztówek. Znajduje się ona w naturalnej zatoce otoczonej skałami. Trafiłam do niej po kilkudziesięciu minutach. Pewnie byłabym szybciej, gdyby nie przerwy na zachwycanie się widokami.
To tam zmierzyłam się z dawnym lękiem wysokości. Przeszłam w inne miejsce – nad niezabezpieczony klif. Podeszłam pół metra od krawędzi, usiadłam i spędziłam tak kilkanaście minut, patrząc w kilkudziesięciometrową przepaść. Nie było wiatru, woda była lazurowa i w tych warunkach trudno było czuć strach. W głowie miałam wyłącznie wdzięczność.
Monopoli jest przystanek pociągiem dalej. To kolejne malownicze miasteczko zlokalizowane bezpośrednio nad Adriatykiem. Wiele z plaż w okolicy jest uznawanych za najpiękniejsze w regionie. Jego białe kamienice, wąskie uliczki i kolorowe łodzie w porcie tworzą niesamowite krajobrazy, które są często uwieczniane na zdjęciach i kartkach pocztowych. Zresztą ja sama też zrobiłam kilkadziesiąt zdjęć.
Monopoli słynie z pysznej kuchni apuliańskiej, zwłaszcza z owoców morza, ryb i makaronów. Na Piazza Garibaldi zjadłam makaron z owocami morza i stek z tuńczyka, i to ten stek, nie makaron, został ze mną na lata. Nie jadłam nigdy nic lepszego, ani przed, ani po. Gdyby miało to być moje ostatnie jedzenie w życiu, to umarłabym ze świadomością, że już doświadczyłam nieba.




Jak zorganizować wyjazd do Apulii krok po kroku
Ta część jest logistyczna i możesz ją przewinąć, jeśli przyszłaś tu po historię.
Lot
Bilety kupuję zawsze jako pierwsze, z wyprzedzeniem trzech, czterech miesięcy. Rezerwuję przez aplikację, w której mam priorytetowe wejście na pokład i odprawę robioną za mnie, więc nie muszę pamiętać, kiedy ją wykonać, ani szukać miejsca do wydrukowania karty pokładowej. Jeśli różnica w cenie wobec innej wyszukiwarki wynosi kilkadziesiąt złotych, i tak zostaję przy swojej, bo płacę za spokój.
Nocleg
Kieruję się trzema rzeczami, w tej kolejności.
Opinie i rozbicie ocen na kategorie, nie tylko ocena łączna. Lokalizacja: dziesięć do piętnastu minut od dworca, nigdy przy samym dworcu, bo okolice dworców w większości miast wieczorami bywają nieprzyjemne. Termin bezpłatnej rezygnacji, im późniejszy, tym lepiej. Z ofert bezzwrotnych nie korzystam nigdy, mimo że bywają tańsze, bo raz miałam odwołany lot i odzyskiwanie pieniędzy za apartament było drogą przez mękę.
Wybieram apartamenty, nie hotele. Przez kilka dni chcę mieć namiastkę domu i wolność, a gospodarze zwykle dają od siebie o wiele więcej niż obsługa hotelowa. Mój host w Bari rezerwował mi stoliki w restauracjach i podpowiadał trasy. Przy odbiorze kluczy ze skrytki pojawiła się sympatyczna starsza pani, która pomogła mi ze wszystkim. Okazało się, że to babcia właściciela.
Ubezpieczenie i formalności
W Europie zawsze mam Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego. Wyrobienie jej w oddziale zajęło mi trzy minuty. Do tego dokupuję ubezpieczenie turystyczne przez własne konto bankowe, kilka minut i kilkadziesiąt złotych, po prostu dla spokoju.
Wyjazd rejestruję też w systemie Odyseusz prowadzonym przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Rejestracja trwa moment, a w razie kłopotów rodzina ma szansę szybciej uzyskać informacje.
Bagaż podręczny
Na krótkie wyjazdy jeżdżę wyłącznie z podręcznym. Walizkę kupiłam pod najbardziej rygorystyczne wymiary, żeby nie zmieniać jej przy każdej linii.
Zabieram: dwie pary spodni, w tym jedne na sobie, koszulki odpowiednio do liczby dni, dwie bluzy, w tym jedną na sobie, bieliznę, jedną lekką sukienkę, płaszcz przeciwdeszczowy zamiast parasolki, bo nawet składana jest za duża i za ciężka, kosmetyki w małych pojemnościach, chusteczki, powerbank, lekką książkę na czekanie na lotniskach, okulary przeciwsłoneczne i jedne lekkie buty sportowe.
Transport na miejscu
Pociągi we Włoszech mnie nie zawiodły ani razu. Nowoczesne składy, ekrany z informacją o trasie także po angielsku, gniazdka przy każdej parze foteli.
Bilety rezerwuję w aplikacji kolejowej Trainline, bo w mniejszych stacjach nie ma już kas, a na części przystanków brakuje biletomatów. Bilet pokazuje się konduktorowi na telefonie, nie trzeba drukować. W aplikacji bywa nieco drożej niż w automacie na dworcu.
Trzy rzeczy, których nauczyłam się w drodze. Na stacji bądź wcześniej, bo rozkłady bywają umowne. Nie panikuj, gdy na przystanku stoi tłum, kolej podstawia w godzinach szczytu dodatkowe autobusy, ja wsiadłam do drugiego, a za nim jechał trzeci. Zawsze miej bilet, kontrola była za każdym razem, a bilet kosztuje od jednego do kilku euro.
I jedna rada, która przydaje się wszędzie: w miejscach pełnych turystów o drogę pytaj obsługę miejską albo policjantów, nie przypadkowych przechodniów. Przystanku autobusowego za dworcem w Bari nie znalazłabym bez pomocy pana sprzątającego ulicę, który świetnie mówił po angielsku.
Ile kosztował wyjazd do Bari?
Poniższe liczby pochodzą z wiosny 2023 roku, z podróży w pojedynkę i poza sezonem. Traktuj je jako proporcje, nie jako cennik, bo ceny lotów i noclegów wzrosły od tamtej pory i przed planowaniem trzeba sprawdzić aktualne.
| Pozycja | Kwota |
|---|---|
| Lot w obie strony | 281,60 zł |
| Apartament w zabytkowym centrum, sześć nocy | 1236 zł |
| Wyżywienie przez cały pobyt | 173,10 € |
| Bilety kolejowe i autobusowe | 25,30 € |
| Diabelski młyn | 10 € |
| Parking przy lotnisku | 110 zł |
Nie kupiłam ani jednego biletu wstępu, bo większość miejsc w Bari jest dostępna bezpłatnie. Najwięcej wydałam na jedzenie i uważam to za najlepiej wydane pieniądze z całej listy.
Nie kupiłam też żadnych pamiątek. Kiedyś z każdej podróży przywoziłam magnes na lodówkę, płytę z lokalną muzyką i lokalną gazetę. Odkąd mam lodówkę w zabudowie, a muzyka jest w telefonie, ta potrzeba po prostu zniknęła.
Cztery pytania, które warto zabrać zamiast planu zwiedzania
To jest jedyna rzecz, którą naprawdę warto spakować, jeśli jedziesz nie po odpoczynek, tylko po odpowiedź. Zapisz je w notesie, po jednym na stronę, i odpowiadaj wtedy, kiedy przyjdzie, a nie według harmonogramu.
- Co robię codziennie, mimo że za każdym razem czuję opór? Opór jest sygnałem, nie lenistwem. Wypisz konkretne czynności, nie ogólne obszary.
- Która z moich wartości jest teraz łamana i przez co konkretnie? To pytanie zabolało mnie najbardziej i to ono ustawiło resztę.
- Co bym zrobiła, gdyby nikt z moich bliskich nigdy się o tym nie dowiedział? Odsiewa decyzje podejmowane dla publiczności.
- Jaka jest najmniejsza rzecz, którą mogę zmienić w ciągu tygodnia po powrocie? Bez tego pytania wracasz z wielką wizją i zerową zmianą.
Wskazówka praktyczna: nie odpowiadaj na wszystkie pierwszego dnia. U mnie kropki połączyły się dopiero piątego, po tym, jak organizm nadrobił sen, a głowa przestała układać listy zadań.
Jeśli nie planujesz nigdzie wyjeżdżać, ten sam efekt da się osiągnąć taniej, choć wolniej. Opisałam to w tekście o detoksie cyfrowym dla przedsiębiorczej kobiety.
Wróćmy do tamtej trzynastej
Dziś wiem, czym było przespanie połowy dnia w obcym mieście.
To nie było lenistwo ani nadrabianie zaległości. To był pierwszy moment od miesięcy, w którym mój organizm dostał zgodę na to, żeby powiedzieć, jak się naprawdę czuje, i skorzystał z niej natychmiast.
Nie karałam siebie za to spanie i uważam tamtą decyzję za ważniejszą niż wszystkie, które podjęłam trzy dni później na promenadzie z notesem. Bo dopiero ona otworzyła miejsce na tamte.
Część kobiet, które przeczytają ten artykuł, pomyśli, że kiedyś też sobie tak wyjedzie. Ty możesz zrobić dziś jedną rzecz z tego tekstu: odpowiedzieć na pytanie drugie z listy powyżej. Zajmie Ci to dziesięć minut i nie wymaga żadnego biletu lotniczego.
A jeśli odpowiedź na to pytanie okaże się niewygodna i zobaczysz, że Twój biznes rozjeżdża się z tym, co dla Ciebie ważne, przygotowałam bezpłatny kurs mailowy Twój biznes na nowo. To kilka lekcji o porządkowaniu firmy od podstaw: co zostawić, co odpuścić i w jakiej kolejności. Bez wyjazdu do Włoch.
Gdybyś zaś chciała poczytać, jak pokazywać własne trudne momenty tak, żeby budowały markę zamiast ją obciążać, jest o tym cała moja książka Potęga autenTYczności. Ten artykuł jest zresztą jej praktycznym przykładem, bo napisałam go dopiero wtedy, gdy miałam z tamtego czasu wnioski.




Najczęstsze pytania
Czy Bari nadaje się na podróż w pojedynkę?
Tak, i to jeden z wygodniejszych kierunków we Włoszech dla osoby podróżującej samotnie. Stare miasto jest zwarte, większość atrakcji leży w promieniu kilkuset metrów, a okoliczne miasteczka są oddalone o kilkanaście do trzydziestu minut koleją. Poza sezonem jest spokojnie, a ceny są niższe niż w północnych Włoszech.
Ile dni wystarczy na Bari i okolice?
Pięć do sześciu dni pozwala zobaczyć Bari, Alberobello, Locorotondo, Polignano a Mare i Monopoli bez pośpiechu, z jednym dniem całkowicie wolnym. Przy krótszym pobycie warto zrezygnować z jednego wyjazdu poza miasto, a nie skracać każdy z nich.
Jak dojechać z lotniska w Bari do centrum?
Z lotniska imienia Karola Wojtyły do dworca Bari Centrale kursuje pociąg, a w razie prac remontowych kolej podstawia autokar zastępczy. Przejazd zajmuje około pół godziny. Bilety kupisz w automacie albo w aplikacji kolejowej, warto ją mieć, bo w mniejszych stacjach w regionie kasy już nie działają.
Czy podróżowanie samotnie przez kobietę jest bezpieczne?
W typowych europejskich kierunkach turystycznych ryzyko jest niewielkie, jeśli stosuje się podstawowe zasady: nocleg z dala od okolic dworca, powrót przed późną nocą, brak demonstrowania kosztowności, rejestracja wyjazdu w systemie Odyseusz i ubezpieczenie. Poczucie zagrożenia przed wyjazdem bywa znacznie większe niż realne ryzyko na miejscu.
Czym różni się urlop diagnostyczny od zwykłego urlopu?
Zwykły urlop ma pomóc odpocząć, diagnostyczny ma pomóc coś usłyszeć. Ten drugi nie ma planu na godziny, odbywa się w pojedynkę i wymaga notesu, bo decyzje, które przychodzą w takich dniach, znikają w drodze powrotnej, jeśli ich nie zapiszesz. To nie jest terapia ani zamiennik leczenia, tylko warunki, w których łatwiej usłyszeć to, co już się wie.






