Od „CIEBIE” do „ery AI” – punkt wyjścia, który był oczywisty
Pierwotny pomysł na książkę był prosty i bardzo spójny z tym, czego od lat uczę: „Marka warta miliony zaczyna się od CIEBIE”.
Uważałam – i nadal uważam – że to my same jesteśmy fundamentem swoich marek osobistych. Jednocześnie to my najczęściej jesteśmy ich największym ograniczeniem.
Pracując jako doradczyni budowania marki osobistej, coachka, osoba z wykształceniem w PR i psychologii pozytywnej, a przede wszystkim jako praktyczka pracująca z klientkami, widzę jeden powtarzalny mechanizm: bez zmiany mentalnego nastawienia nie jesteśmy w stanie wyjść poza myślenie pracownika najemnego. To nie są puste hasła motywacyjne. To konkretna obserwacja – jedna kobieta buduje markę i skalę, druga sabotuje swoje działania na poziomie decyzji, odwagi i konsekwencji.
Ten punkt wyjścia był dla mnie naturalny. Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy – jak zawsze – zderzyłam ideę z rynkiem.
Rynek, fakty i pierwsze „nie”
Kiedy zrobiłam analizę dostępnych publikacji, szybko okazało się, że książek o mindsecie jest bardzo dużo. Część z nich jest wartościowa, część powiela te same schematy, a część sprowadza złożone procesy do prostych afirmacji. I choć temat mentalności jest kluczowy, to miałam poczucie, że sama książka o nastawieniu nie wniesie do rynku niczego przełomowego.
W tym samym czasie zaczęło dziać się coś jeszcze.
Coraz częściej byłam zapraszana do prowadzenia wystąpień i szkoleń z zakresu sztucznej inteligencji. Ale nie w wersji „jak zrobić viralowe rolki” czy „jak pobawić się promptami”. Rynek był głodny rzetelnej wiedzy o tym, jak AI realnie wspiera rozwój biznesu – strategicznie, operacyjnie i decyzyjnie.
Równolegle media zaczęły powielać narrację strachu: że AI zabierze nam pracę. To było w całkowitej sprzeczności z moim doświadczeniem. Z mojego punktu widzenia problemem nie jest to, że AI kogoś zastąpi. Problemem jest to, że zastąpi Cię osoba, która potrafi z niej korzystać mądrzej.
Moment AHA, który zmienił wszystko
Podczas jednego ze spotkań pojawiło się pytanie: jak odnaleźć się w erze AI?
To był moment, w którym wszystkie klocki zaczęły się układać.
Zrozumiałam, że prawdziwym tematem nie jest ani sam mindset, ani sama technologia. Tematem jest marka osobista funkcjonująca w świecie, w którym AI staje się standardem, a nie gadżetem. Tak narodził się tytuł Marka warta miliony w erze AI.
Zrobiłam analizę rynku i zapotrzebowania (tak, również z pomocą AI) i okazało się, że połączenie marki osobistej i sztucznej inteligencji w ujęciu strategicznym jest nadal niszą. Nie było publikacji, które porządkowałyby ten temat w sposób systemowy, a nie narzędziowy. Wiedziałam, że to jest właściwy kierunek.
Dlaczego świadomie nie napisałam książki o narzędziach
Kolejnym krokiem było określenie merytoryki. Grupa docelowa była jasna dość szybko. Dużo trudniejsze było podjęcie decyzji jak o AI pisać.
Opcja narzędziowa odpadła bardzo szybko. Jako osoba szkoląca z AI wiem, jak dynamicznie zmienia się ten rynek. Gdybym oparła książkę na konkretnych aplikacjach, byłaby częściowo nieaktualna jeszcze zanim trafiłaby do czytelniczek.
Zamiast tego postawiłam na uniwersalne systemy, modele i sposoby myślenia, które pozwalają korzystać z AI niezależnie od tego, jakie narzędzia są aktualnie „na topie”. Lubię prowadzić czytelniczkę krok po kroku, dlatego każdy rozdział ma stałą, przemyślaną strukturę: część merytoryczną, model do zrozumienia, ćwiczenie do wykonania, zaproszenie do pogłębienia wiedzy oraz konkretny prompt do AI, który wspiera wdrożenie.
Dopiero kiedy ten schemat był gotowy, samo pisanie stało się procesem zaskakująco płynnym.
Jakość, redakcja i decyzja o wydaniu premium
Samo napisanie książki zajęło mi około półtora miesiąca. Później przyszedł etap redakcji i korekty – realizowany we współpracy z zespołem Blue Brand oraz z wykorzystaniem narzędzi AI. Dodatkowo, jako polonistka i osoba po szkoleniach z redakcji tekstów, wydrukowałam egzemplarz próbny i przez trzy dni czytałam go bardzo uważnie. To pozwoliło wyłapać niuanse, które łatwo przeoczyć w wersji cyfrowej.
Kiedy treść była gotowa, pojawiła się decyzja o formie. Zamarzyło mi się wydanie premium: okładka w folii soft-touch, napisy pokryte lakierem UV, jakość, którą czuć w dłoniach. Wiem, że treść jest kluczowa, ale doświadczenie obcowania z książką również komunikuje wartość.
Okładka jako manifest, nie dekoracja
Projekt okładki był jedną z trudniejszych decyzji, dlatego oddałam ją częściowo w ręce społeczności. Po dwóch głosowaniach wygrała koncepcja, która idealnie oddaje sens książki. Z jednej strony chłodne, technologiczne elementy symbolizujące AI. Z drugiej – ciepłe, kobiece akcenty: emocję, intuicję, tożsamość.
Ta okładka nie jest przypadkowa. Jest dokładnie tym, o czym piszę w środku: współpracą człowieka i technologii, w której to człowiek nadaje kierunek.
Najtrudniejsze decyzje, których nie widać na pierwszy rzut oka
Najtrudniejsze w procesie tworzenia tej książki nie było AI ani treść. Najtrudniejsze było uczciwe odpowiedzenie sobie na pytanie, czy naprawdę wierzę w to, co piszę – również wtedy, gdy nie jest to modne.
Świadomie nie napisałam książki technicznej, nie obiecałam cudów i nie poszłam w narrację „AI zrobi wszystko za Ciebie”. Z pełną odpowiedzialnością powtarzam: AI nie uratuje źle zaprojektowanej marki. AI ją obnaży.
Drugim wyzwaniem było utrzymanie napięcia między strategią a intuicją, strukturą a kobiecością, logiką a doświadczeniem. Bardzo łatwo byłoby skręcić w jedną stronę. A ja wiedziałam, że to napięcie musi zostać – bo dokładnie w nim żyją dziś przedsiębiorcze kobiety.
Książka, która ma pracować, a nie stać na półce
Od początku wiedziałam, że ta książka nie ma być „półkownikiem”. Dlatego powstały trzy pakiety: Start, Wdrożenie i Imperium. To nie był przypadek. Chciałam dać realny wybór – od fundamentów po pełne, kompleksowe wsparcie.
Dziś widzę, że ten model się sprawdził. Kobiety, które decydują się na inwestycję w swoją markę, bardzo często wybierają wariant Imperium. Bo jeśli już coś zmieniać – to na serio.
Książka jako element większego ekosystemu, a nie produkt sam w sobie
Jako marketingowiec i PR-owiec nigdy nie myślę o książce jako o zamkniętym produkcie. Dla mnie to punkt wejścia do ekosystemu, który ma prowadzić czytelniczkę dalej – w działanie, refleksję i realną zmianę.
Dlatego naturalnym przedłużeniem książki jest podcast Marka Warta Miliony, w którym rozwijam wątki strategiczne, oraz Klub Marki Wartej Miliony – program subskrypcyjny zaprojektowany tak, aby nie dało się w nim „utknąć w konsumpcji wiedzy”. Klub działa w cyklach, z konkretnymi zadaniami, bo tylko działanie daje efekty.
W kolejnym kroku ten ekosystem uzupełni program typu mastermind VIP – dla kobiet, które są gotowe na intensywną, odpowiedzialną pracę nad swoją marką i biznesem.
Na koniec – bez fałszywej skromności
Ta książka jest dla mnie czymś bardzo osobistym. Jestem z niej dumna, podekscytowana i spokojna jednocześnie. Wiem, że oddaję w ręce innych kobiet narzędzie, które może realnie uporządkować ich markę i decyzje – także w erze AI.
Jeśli chcesz wejść do tego świata:
-
książka: https://justynakopec.pl/marka-warta-miliony-w-erze-ai/
- podcast: https://justynakopec.pl/podcast/
- klub: https://justynakopec.pl/klub/
Bo marka warta miliony nie zaczyna się od technologii.
Zaczyna się od decyzji, że chcesz zbudować ją świadomie.






